wtorek, 7 września 2010

Kotlety mielone

Klasyka kuchni polskiej. Mój mąż za taki zestaw da się pokroić w talarki. Bardzo długo poszukiwałam przepisu doskonałego (znałam go z kuchni babci, teściowej i z baru mlecznego:&) W moich zawsze mi coś nie pasowało. Babci i teściowej spytać nie zdążyłam a w miejscu baru mlecznego jest dziś kebab:(  W zeszłym roku byliśmy u cioci mojego męża w Warszawie. Zna mojego Krzyśka na tyle, że zrobiła chyba ze czterdzieści kotleciorów (to jej córka właśnie na którymś rodzinnym weselu naliczyła 52 sztuki pochłonięte prze mojego męża... ale to były raczej malusie kotleciki i bardzo długie wesele) i jej były naprawdę rewelacyjne. Chętnie podzieliła się przepisem. Sekret tkwił w prostocie. Minimalizm tym razem górą.

potrzebujemy:
1kg. mięsa mielonego (najlepiej z łopatki)
2 cebule starte na tarce (tej do placków ziemniaczanych)
2 jajka
1 namoczona i odciśnięta bułka
sól, pieprz i tyle!!!
ani czosnku, ani majeranku, ani nawet papryki...

Formujemy kotlety, panierujemy w bułce tartej i smażymy na mocno rozgrzanym oleju.
Do pełni szczęścia brakowało tylko tłuczonych ziemniaczków i buraczków na ciepło. Te ostatnie robiła bardzo często moja babcia i moja teściowa. Ich przepisy różniły się znacząco od siebie. Babci były słodkie, teściowej wyraźnie słodko-kwaśne. Przysięgam, że nie jestem w stanie powiedzieć, które były lepsze, dlatego mój przepis to balans pomiędzy oby dwoma.

Na oliwie podduszam małą cebulkę pokrojoną w kostkę, dodaję buraczki ugotowane (lub pieczone) i starte na grubych oczkach tarki. doprawiam solą, cukrem i odrobiną octu winnego. Na koniec wlewam trochę śmietany.

2 komentarze:

mamamarzynia pisze...

Podoba mi się pani blog. Wiele jest tu przepisów, pod którymi śmiało mogłabym się podpisać. I dopisuje pani poczucie humoru!

Jedynka pisze...

Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie. Już spieszę zerknąć do Ciebie. Pozdrawiam