wtorek, 23 sierpnia 2011

Hamburgery de luxe


O tym hamburgerze pisali u nas w lokalnych gazetach... Przez wielu uznany najlepszym w mieście:) Przepis dostałam od zaprzyjaźnionego kucharza, z którym miałam przyjemnośc pracować. Niestety bardzo trudno tak dobrać mięso, aby uzyskać wyjątkowy smak. Grubo mielona wołowina, nie za chuda, nie za tłusta... na pewno obroni się jedynie lekko posolona, ale to jest wersja de luxe, więc nie może zabraknąć minimum tuzina dodatków, które sprawią, że na długo zapamiętasz ten kawał mięcha.

Składniki:

1kg grubo mielonej wołowiny
1 jajo
garść siekanej natki pietruszki
1/2 małej białej cebuli drobno posiekanej
1/2 małej czerwonej cebuli drobno posiekanej
1/2 chilli drobno posiekana
kilka klopel tabasco
1 ząbek czosnku wyciśnięty przez praskę
1 łyżka sosu worcestershire
1 łyżka balsamu z octu (ew. łyżeczka octu balsamicznego)
1 łyżka musztardy dijon

Wszystko dokładnie mieszamy, formujemy solidne kotlety i smażymy na dobrze rozgrzanym oleju (z łyżeczką masła) po 3-4min. z każdej strony. Po tym czasie na każdy kotlet kładziemy plaster sera (cheddar lub, dla smakoszy roquefort, na zdjęciu akurat zwykła gouda, bo tylko to było pod ręką) i wrzucamy pod grilla na 2 minuty. Prawdziwą zbrodnią byłoby wysuszenie tego mięsa. Ma być cudownie soczyste po rozkrojeniu. Podajemy z zapiekanymi ziemniaczkami, sałatką i sosem aioli. Takim fast foodom mówimy zdecydowanie yes!!!



poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Sałatka z brokułów i sera feta


Geniusz tkwi w prostocie! Sałatka z kilku zaledwie składników, a smakuje wybornie. Idealna do grillowanego mięsa. Plusem jest też czas przygotowania... niecałe 5 minut:)


Składniki:

0,5 kg brokułów
1 kostka sera feta
garść ziaren słonecznika łuskanych
250ml jogurtu naturalnego
2 ząbki czosnku



Brokuły blanszujemy 2 -3 min we wrzątku z dodatkiem soli, odrobiny cukru i mleka. Po odcedzeniu wrzucamy do lodowatej wody z kostkami lodu, aby zachowały piękny kolor.  Ponownie odcedzamy i układamy na półmisku. Czosnek wyciskamy do jogurtu i powstałym sosem polewamy brokuły. Na wierzch układamy kostki sera i posypujemy słonecznikiem uprzednio uprażonym na suchej patelni.
Prawda, że proste?

niedziela, 21 sierpnia 2011

Pasta z makreli wędzonej


Niedzielny poranek... idealny na wyjątkowe śniadanie. Dziś serwuję pastę z makreli mooocno chrzanową.
Przepis Jamiego Olivera znalazłam jakiś czas temu u Karoliny i od tamtej pory robiłam ją już wiele razy. Jest naprawdę pyszna!

Składniki:
400g makreli wędzonej
190g kwaśnej, gęstej śmietany
3 łyżeczki chrzanu (idealnie sprawdza się starty własnoręcznie, ale dobry, kupny też daje radę)
sok i skórka z 1 cytryny (ja soku daję tylko połowę, bo zbyt dominował w smaku w nadmiarze)
spora garść natki pietruszki posiekanej
świeżo zmielony pieprz czarny

Makrelę obieramy ze skóry i rozgniatamy widelcem, dodajemy resztę składników i mieszamy dokładnie. Świetnie smakuje z ciepłą bagietką lub na tostach.
KOPAMATAPASTA:)



sobota, 20 sierpnia 2011

Czekoladowa chmura


Nie mam pojęcia kto wynalazł czekoladę, ale mam nadzieję, że ma godny (czekoladowy) pomnik. Jest genialna, niebiańska i uzależnia. Zawiera hormony szczęścia i miłości. I można z niej wyczarować tyle pysznych deserów. Jak tu jej nie kochać? Dziś uczta dla czekoladoholików, takich jak ja:-) Czekoladowa chmura Nigelli.



Składniki:
250 g gorzkiej czekolady, najlepiej tej z min 70% kakao
125 g masła
6 jajek
175 g cukru
starta skórka z pomarańczy (niekoniecznie)
2 łyżki likieru Cointreau 

Na wierzch:
500 ml śmietany kremówki
kilka kropel ekstraktu z wanilii
1 łyżka likieru Cointreau
kakao do posypania
serek mascarpone (250 g)
3 łyżki cukru pudru

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Dno tortownicy o średnicy 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Czekoladę rozpuścić z masłem w mikrofali lub kąpieli wodnej, wymieszać, delikatnie ochłodzić. 2 całe jajka i 4 żółtka ubić z 75 g cukru na puszystą masę. Do masy dodawać powoli rozpuszczoną czekoladę, cały czas delikatnie ubijając, skórkę z pomarańczy i likier. W innej misce ubić na pianę 4 pozostałe białka z resztą cukru. Pianę dodawać po łyżce do masy czekoladowej i delikatnie mieszać (najlepiej robotem na małych obrotach). Wylać na dno tortownicy i piec około 45 minut do popękania i wyrośnięcia ciasta. Po upieczeniu ciasto stygnąc zapada się.
Śmietanę kremówkę ubić na sztywno, wymieszać mikserem z serkiem mascarpone i cukrem pudrem, można dodać likier. Wyłożyć na ostudzone ciasto, posypać kakao. Przechowywać w lodówce.

Sernik wiedeński

Dawno mnie tu nie było... gorąco przepraszam tych, którzy czekają na nowe wpisy... W moim życiu było ostatnio sporo zawirowań, krótkie wczasy w Chorwacji, długie w Polsce, a potem odrabianie zaległości w Bergen i wreszcie impreza- niespodzianka na czterdzieste urodziny mojego męża, która pochłonęła mnie bez reszty, ale po stokroć warto było. Pomału wracam do cdzienności, dziś słodzę nam, niezbyt letnią aurę za oknem, sernikiem wiedeńskim. Przepis znalazłam na blogu moje wypieki. To jednak nie będzie mój ulubiony sernik, jest zdecydowanie zbyt mało sernikowy, dobry dla amatorów lekkich wypieków. Ponadto za bardzo przypomina mi sernik, który jadłam niemalże codziennie przez kilka miesięcy na diecie proteinowej;-)

Składniki:

1 kg twarogu mielonego
6 jaj
125g miękkiego masła
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki cukru wanilowego
1 szklanka cukru
1 łyżka ekstraktu waniliowego
dowolne bakalie

Żółtka i cukier ubijamy do białości. Nie przerywając ubijania dodajemy stopniowo twaróg, miękkie masło i mąkę. Z białe ubijamy pianę i delikatnie mieszamy ją z resztą masy. Dodajemy bakalie. Pieczemy w temp 170st ok 60 min. Sernik niestety lubi opadać i, mimo, że studziłam go stopniowo w uchylonym piekarniku nie uniknęłam tego. W dodatku popękał z wierzchu, rozwalał się przy krojeniu i w ogóle nie przypominał apeycznego sernika Dorotuś. Być może to wina sera... a może powinnam poczekać, aż przestygnie:-&



czwartek, 7 kwietnia 2011

Mini pizza taco

Przekąska, którą uwielbia mój syn. Od urodzenia niejadek, jednak takiej pizzy potrafi zjeść naprawdę dużo. Przepis na ciasto dostałam od szwagierki, która pracuje w nie-włoskiej pizzeri. Domyślam się, że bardzo różni się od pizzy włoskiej ale i tak jest dobre i niezawodne. Od lat marzę o tym, żeby spróbować oryginalnej pizzy w jej ojczyźnie. Myślę, że niedługo to marzenie się spełni:)

Ciasto:
600g mąki
2 łyżeczki soli
pół łyżeczki czosnku w proszku
1,5g drożdży
50ml oliwy
125ml mleka
200ml wody

Sos:
Puszka pomidorów
1 cebula
ząbek czosnku
zioła (bazylia, oregano... co kto lubi, ale tylko ciut-ciut)
sól, pieprz

Mieszanka taco:
chilli w proszku
chilli w płatkach
suszone oregano
kumin
papryka słodka
czosnek w proszku
pieprz mielony
pieprz cayenne
cebula suszona
gałka muszkat.
tymianek
imbir
sól selerowa
gorczyca
sól

Mąkę wymieszać z przyprawami, zrobić dołek, wkruszyć drożdże, dolać letnie płyny i zagnieść elastyczne ciasto.  Rozwałkować. Miseczką dowolnej wielkości wykrawać kółka.
W międzyczasie zrobić sos. Na oliwie podsmażyć drobno pokrojoną cebulę, dodać czosnek, pomidory i przyprawy. Dusić przez chwilę. Wystudzonym sosem smarować bardzo cienko każdy krążek. Posypać cieniutko tartym serem (ja użyłam mieszanki mozarelli i norweskiego łagodnego żółtego sera)
W tym momencie możemy już włączyć piekarnik na maksimum. U mnie to 275st.
600g chudego mięsa mielonego (wołowo-wieprzowe nada się najlepiej) smażymy na suchej patelni, aż całość lekko zbrązowieje. Posypujemy przyprawą do taco (co najmniej 3-4 łyżki) Ja używam gotowej mieszanki HINDU, bo zawiera tylko zioła i przyprawy w dodatku w doskonałych proporcjach. Jeśli ktoś nie ma dostępu lub po prostu woli zrobić mieszankę samemu wyżej podaję skład.  Dodajemy pół szklanki wody i dusimy 10-15 minut. Studzimy. Nakładamy solidną łyżkę na każdy krążek i znów posypujemy serem tartym. Wkładamy do gorącego piekarnika dosłownie na KILKA MINUT. Serwujemy natychmiast z sosem czosnkowym i sałatką.
PS. Własnie zjadłam na zimno i, sama się dziwię, ale jest pyszna, wobec tego dopisuję ją do serii Paka przedszkolaka.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Muffinki marchewkowe

Delikatne, wilgotne, pyszne! Smakują dużym i małym! Przepis znalazłam tu:
Składniki na ok 15 babeczek:
 4 średnie marchewki (2 szklanki startej na tarce)
 1 i 1/2 szklanki mąki
 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
 3/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka cynamonu,
1/2 łyżeczki imbiru, 
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
 3/4 szklanki oleju roślinnego
 3 duże jaja lub 4 mniejsze
 1 szklanka brązowego cukru
 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 
 
Lukier:
 1 szklanka cukru pudru
 3 łyżeczki drobno startej skórki z pomarańczy
 2 - 4 łyżki wyciśniętego soku z pomarańczy
Tradycyjnie, jak przy każdych muffinkach, osobno mieszamy składniki suche i mokre, następnie niedbale łączymy wszystko razem, nakładamy do foremek i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180st ok 25min.
Składniki lukru mieszamy i nakładamy na ciepłe jeszcze babeczki. Zrobiłam, zgodnie z przepisem lukier pomarańczowy, jednak był, jak dla mnie zbyt mdły. Wolę z sokiem cytrynowym. Wierzch posypałam płatkami migdałowymi.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Czosnkowo-rozmarynowy chlebek odrywany



Ponieważ bardzo zasmakowało mi odrywane ciasto cynamonowe, postanowiłam pokombinować z  wersją wytrawną. Dużo czosnku, świeży rozmaryn i sól morska to genialne połączenie i nie mogło się nie udać. Wyszło wyśmienite! Żałuję bardzo, że zrobiłam tylko jedną blaszkę, bo zniknęła w pięć minut. To będzie moje pieczywo imprezowo-piknikowe:)

Składniki:

280g+90g+3 łyżki mąki pszennej
2 łyżeczki cukru
20g drożdży
2 łyżeczki soli
2 jaja
80ml mleka
60g masła
60ml wody

Nadzienie:
60g masła
5 ząbków czosnku
kilka gałązek rozmarynu
280g mąki wymieszać z cukrem i solą. Masło rozpuścić w mleku, zdjąć z ognia, wlać wodę, a gdy całość będzie letnia, dodać drożdże i wymieszać dokładnie aż do ich rozpuszczenia. Odstawić na około 2 minuty, następnie wlać do mąki i wymieszać drewnianą lub plastikową łyżką. Wlać jajka i mieszać dalej, aż się połączą. Dodać 90g mąki i mieszać dalej przez 2-3 minuty. Ciasto będzie klejące, ale nie można dodawać więcej mąki, takie właśnie ma być. Przykryć miskę folią spożywczą i ściereczką. Odstawić w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości.
W czasie, gdy ciasto wyrasta roztopić masło i wymieszać z drobno posiekanym czosnkiem..
Foremkę keksową posmarować masłem i posypać mąką.
Wyrośnięte ciasto zagnieść z dodatkiem kilku łyżek mąki. Powinno być miękkie i puszyste. Wyłożyć ciasto na podsypaną mąką stolnicę i rozwałkować na placek o wymiarach 30x50cm. Posmarować całą powierzchnię roztopionym masłem, posypać rozmarynem i solą morską.  Pokroić wzdłuż krótszego boku na 6 w miarę równych pasków. Ułożyć paski jeden na drugim, nadzieniem do góry.  Pokroić na 6 części. Ułożyć je pionowo, jedna obok drugiej w foremce. Przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrośnięcia na 30-45 minut, aż wyrośnie do wysokości brzegów foremki.
Piec 30-40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, aż góra ciasta będzie złotobrązowa.
Mniaam!!!


czwartek, 31 marca 2011

Odrywane ciasto drożdżowe



Najnowszy hit wielu blogów kulinarnych. Nawet nie wiem, gdzie zobaczyłam je po raz pierwszy. Miłość do drożdżówek i apetyczne zdjęcia Zieleniny skłoniły mnie do zagniatania i wałkowania w ostatnią niedzielę. Polecam bardzo! Naprawdę pyszne! 

280g+90g+3 łyżki mąki pszennej
50g brązowego cukru
20g drożdży
szczypta soli
2 jaja
80ml mleka
60g masła
60ml wody

Nadzienie:
100g brązowego cukru 2 łyżeczki cynamonu
60g masła

280g mąki wymieszać z cukrem i solą. Masło rozpuścić w mleku, zdjąć z ognia, wlać wodę, a gdy całość będzie letnia, dodać drożdże i wymieszać dokładnie aż do ich rozpuszczenia. Odstawić na około 2 minuty, następnie wlać do mąki i wymieszać drewnianą lub plastikową łyżką. Wlać jajka i mieszać dalej, aż się połączą. Dodać 90g mąki i mieszać dalej przez 2-3 minuty. Ciasto będzie klejące, ale nie można dodawać więcej mąki, takie właśnie ma być. Przykryć miskę folią spożywczą i ściereczką. Odstawić w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości.
W czasie, gdy ciasto wyrasta przygotować nadzienie. Cukier wymieszać z cynamonem.
Masło rozpuścić na małym ogniu, odstawić do wystudzenia.
Foremkę keksową posmarować masłem i posypać mąką. 
Wyrośnięte ciasto zagnieść z dodatkiem kilku łyżek mąki. Powinno być miękkie i puszyste. Wyłożyć ciasto na podsypaną mąką stolnicę i rozwałkować na placek o wymiarach 30x50cm. Posmarować całą powierzchnię roztopionym masłem i posypać cukrem z cynamonem.  Pokroić wzdłuż krótszego boku na 6 w miarę równych pasków. Ułożyć paski jeden na drugim, nadzieniem do góry.  Pokroić na 6 części. Ułożyć je pionowo, jedna obok drugiej w foremce. Przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrośnięcia na 30-45 minut, aż wyrośnie do wysokości brzegów foremki. 
Piec 30-40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, aż góra ciasta będzie złotobrązowa (Moje, za pierwszym razem mimo, że  było złotobrązowe, na dnie było lekko surowe, warto porządnie je podpiec). Po upieczeniu należy dać mu odpocząć 10-15 minut i dopiero wyjąć z blaszki. Najlepiej smakuje jeszcze ciepłe z kubkiem mleka. W następną niedzielę wypróbuję wersję cytrynową... mmm...

wtorek, 29 marca 2011

Zupa-krem z porów

Szybka i syta zupka z kilku zaledwie składników. Dobra, ale bez szału... Bardzo delikatny smak, fajnie komponuje się z bagietką czosnkową. Przepis stąd.
1 łyżka masła
5 ziemniaków
2 małe pory
1 mała cebula
bulion warzywny lub drobiowy
śmietana kremówka ok 100ml.
mleko ok. 150ml.
sól, pieprz
Na maśle podsmażyć ziemniaki pokrojone w drobną kostkę, po chwili dodać posiekane drobno pory i cebulę. Dusić 10 min, dodać bulion. Gotować do miękkości ziemniaków. Zmiksować blenderem. Dodać mleko i kremówkę, zagotować i doprawić do smaku.
Bagietka czosnkowa:
10 kromek czerstwej bagietki
100 g miękkiego masła
2 ząbki czosnku
garść natki pietruszki drobno posiekana
sól
Piekarnik rozgrzać do 180st. Masło utrzeć z czosnkiem, pietruszką i solą. Kromki bagietki (ew. chleba) smarować masłem z obu stron i układać na stos. Zawinąć w folię aluminiową i piec ok20min.

poniedziałek, 28 marca 2011

Pasta z tuńczyka i suszonych pomidorów

Nałogowo przeglądam blogi kulinarne. Gdy widzę interesujący przepis działam impulsywnie. Najczęściej wstaję i od razu przystępuję do działania. Tym razem było podobnie... Rzut oka na ulubionym blogu, przegląd lodówki, kurs do sklepu po koncentrat, produkcja, konsumpcja, konsumpcja - podejście drugie, fotki i wpis na blogu:) Bardzo smaczna pasta do chleba, szczególnie dla smakoszy suszonych pomidorów. Dobrze, że intuicyjnie zrobiłam podwójną porcję, przyda mi się słoiczek w pracy.Potrzebujemy jedynie:
1 puszkę tuńczyka
2-3 łyżki delikatnej oliwy (ja nie dodałam, bo użyłam pomidorów w oliwie)
garść świeżej natki pietruszki 
6-8 połówek suszonych pomidorów 
płaską łyżkę koncentratu pomidorowego 
łyżeczkę soku z cytryny 
1/4 łyżeczki sproszkowanej chilli (dałam mniej, bo mam piekielnie ostrą i nikt, oprócz mnie by nie ruszył)
nieco świeżo zmielonego pieprzu 

Wszystkie składniki zmieliłam blenderem na gładką pastę. Po spróbowaniu jednej kromki stwierdziłam, że przydałby się jakiś chrupiący element. Posypałam podpieczonym na suchej patelni słonecznikiem. To była genialna kropka nad i.
Bardzo polecam!

sobota, 26 marca 2011

Co do lunchpaka przedszkolaka? cz.I

W moim przedszkolu była wielka kuchnia. Trzy grubaśne kucharki przygotowywały codziennie śniadania, dwudaniowe obiady i podwieczorki dla wszystkich. Od rana docierały do nas zapachy i próbowaliśmy zgadywać, co będziemy jeść... Potrawka w kurczaka i marchewka z groszkiem? Naleśniki z serem i rodzynkami? A może ryba i surówka z kapusty kiszonej? Niestety czasami docierał też zapach przypalonego mleka (do dziś uważam, że to jeden z ochydniejszych) lub szpinaku, którego zdecydowanie kucharki nie potrafiły przyprawić, za to zawzięcie pilnowały, żeby zniknął z talerzy. Zapewne słyszały, że szpinak zawiera szczególnie dużo żelaza. Przez lata z tego powodu niezwykle ochoco ładowany był na talerze dzieci, kobiet w ciąży i anemików. Nie wszyscy wiedzą, że szpinakowa rzeczywistość jest zgoła odmienna. Mit o zdrowym szpinaku pochodzi jeszcze sprzed wojny. Wykazano wtedy, że warzywo to jest wyjątkowo zasobne w żelazo. W tamtych czasach badano jedynie chemiczną zawartość, natomiast nie potrafiono zbadać wchłanialności. Dzisiaj dzięki metodzie izotopowej wiemy, że po zjedzeniu szpinaku żelazo w nim zawarte wchłania się zaledwie w jednym procencie. Dla porównania: żelazo z cielęciny wchłania się w 22 proc., z sałaty w 3 proc., z produktów zbożowych w 5 proc., z fasoli i grochu w 8-10 proc. (nie, nie... nie jestem tak mądra, wszystko można dziś znaleźć w necie) Poza nieszczęsnym szpinakiem (który po latach polubiłam, i to bardzo) przedszkolną kuchnię wspominam z wielkim sentymentem. Pamiętam też, jak często zgłaszałam się po dokładkę:-&
Norweskie przedszkolaki nie mają tyle szczęścia. Nawet te roczne czy dwulatki codziennie przynoszą ze sobą kanapki. Jedynie w piątki dostają lunch i często są to... kanapki (nie, nie! nie w mojej grupie!) Często rodzice pytają mnie, czym można je zastąpić. W postach z tej serii postaram się wrzucać propozycje na apetyczne i zdrowe przekąski, które mój przedszkolak uwielbia:) 
Dziś tortille:
 posmarowane serkiem kremowym z rucolą, szynką i ogórkiem. Udekorowane papryką i oliwkami (używaj składników, które lubi Twój maluch, aby mieć pewność, że zje z apetytem)
 i tartaletki:
poprzedniego dnia robiłam tartę na kolację... zamiast wyrzucić resztkę kruchego ciasta, wykleiłam nim 3 małe foremki, podpiekłam 5 minut w 180st, wrzuciłam po plasterku kiełbasy pepperoni i zalałam 1 jajem rozbełtanym z dużą łyżką kwaśnej, tłustej śmietany, łyżką tartego sera (pomieszałam parmezan z żółtym) doprawionym solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na wierzch ułożyłam plastry pomidorka, cebuli czerwonej i listki oregano. Piekłam 20 minut. 
Prawda, że proste!
Ps. Do tworzenia serii zainspirował mnie wpis na blogu Trine a zmobilizowały pytania mam przedszkolaków i moje osobiste dzieci:)

Sałatka Waldorf


Przepis mam w zeszycie od dawna i nie pamiętam nawet skąd... Orzeźwiająca i zdrowa sałatka. Jak mamy gotowanego kurczaka to przygotowanie jej trwa dosłownie chwilkę. Jak znalazł w razie ataku głodu lub najazdu niezapowiedzianych gości.
 
 
Potrzebujemy:
 
 
1 seler naciowy
kiść winogron bezpestkowych
2 soczyste jabłka (pokrojone w paski należy pokropić sokiem z cytryny, aby nie ściemniały)
duża garść orzechów włoskich uprażonych na suchej patelni lub w piekarniku
gotowana pierś kurczaka (można  użyć inne części  a także wykorzystać resztki kurczaka grillowanego lub pieczonego)
rodzynki
sos:
2 łyżki majonezu
2 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżka soku z cytryny
sól, pieprz
opcjonalnie dodaj łyżkę Madery
Wszystkie składniki pokroić (niezbyt drobno), wymieszać i polać sosem. Udekorować połówkami winogron i orzechami. W wersji wzbogaconej można dodać cynamon i pomarańcze lub rucolę, ale ja najbardziej lubię przepis podstawowy.

poniedziałek, 21 marca 2011

Pączki II

Mimo, że mój stary przepis na pączki jest bardzo, bardzo bliski ideału, podkusiło mnie ostatnio, żeby wypróbować inny. Znalazłam go na blogu Moje wypieki. Pączki wyszły bardzo dobre ale... ale... jednak nie umywają się do tych, ze starego przepisu. Szczególnie, jak wystygną.
Na ok 20 dużych lub 30 mniejszych pączków potrzebujemy:


600g. mąki pszennej + kilka łyżek do podsypywania
3 małe jajka
100 g roztopionego masła
70g. cukru z wanilią
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki rumu
250 ml. letniego mleka
20g drożdży świeżych
olej do smażenia
konfitura lub krem do nadziewania
lukier lub cukier-puder


Mąkę pszenną przesiać, wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżymi najpierw zrobić rozczyn). Dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając rozpuszczony tłuszcz. Wyrabiać kilka minut, aż ciasto będzie gładkie i miękkie (starając się nie dosypywać mąki, mimo iż ciasto będzie się lekko kleić; polecam wyrabiać mikserem z hakiem do ciasta drożdżowego). Wyrobione ciasto uformować w kulę, włożyć do oprószonej mąką miski, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
Po tym czasie ciasto wyjąć na oprószony mąką blat. Rozwałkować na grubość około 1 - 1,3 cm i szklanką o średnicy  6,5  - 7 cm wykrawać pączki. Odkładać je na blaszkę oprószoną mąką do podwojenia objętości (powinny być bardzo dobrze napuszone, ale nie przerośnięte). Po wyrośnieciu smażyć pączki w oleju rozgrzanym do temperatury 175ºC, po kilka minut z każdej strony. Temperatura oleju nie powinna być zbyt wysoka, ponieważ pączki szybko zbrązowieją od zewnątrz, a w środku będą surowe. Po usmażeniu odkładać na bibułkę do odsączenia. Nadziewać konfiturą lub kremem.
Jeszcze ciepłe lukrować lub pudrować.

niedziela, 20 marca 2011

Surówka z pora


Od dziecka uwielbiam surówki. Nie wyobrażam sobie obiadowego dania bez niej (wyjątkiem są gołąbki i pewnie coś jeszcze, ale nie przychodzi mi teraz do głowy) Ileż to wojen stoczyłam z moją mamą, która uważa, że jeśli jest sos to surówka jest zbędna WTF! Gdy mieszkałam w Polsce uwielbiałam bary mleczne, w których klienci z tacą przesuwają się przy półkach, nakładając to, na co mają ochotę. Moja taca była zawsze pełna małych salaterek z surówkami... Kiszona, buraczki, marchewka, mizeria... i to wszystko za śmieszne grosze. Bardzo lubię bary sałatkowe i chciałabym mieć jeden w domu hehe... Prawie codziennie robię wielką michę... Jem furę na obiad, furę na kolację i często zabieram pudełko do pracy nastepnego dnia. Doszłam więc do wniosku, że powinnam poświęcić im kilka wpisów mimo, że są tak banalne.
Zacznę od prostej, pysznej i zdrowej:

1 por (część biała i jasnozielona)
4 marchewki
2 jabłka
ćwiartka korzenia selera
łycha kwaśnej śmietany
łyżka sokku z cytryny
sól, cukier i pieprz do smaku

SAMO ZDROWIE!

poniedziałek, 14 marca 2011

Sushi maki



Kurde. Przymierzałam się do sushi jak żaba do jeża... chyba pół roku. Składniki kupiłam już dawno i leżały, leżały... A sprawa okazała się tak prosta... tak prosta! Prostsza nawet od naleśników.


Potrzebujemy 250g ryżu (specjalna odmiana do sushi)
5 płatów prasowanych alg morskich nori
2-3 łyżki octu ryżowego
1 łyżka cukru
szczypta soli

do środka na przykład:
filet z łososia (musi być naprawdę świezy, ze sprawdzonego źródła)
ogórek świeży
marchewka (gotowana 5 minut w wodzie z dodatkiem 1 łyżki sosu sojowego i pozostawiona w tejże wodzie to zupełnego przestudzenia)
dodatkowo:
sos sojowy
pasta wasabi
marynowany imbir

Ryż płuczemy i gotujemy wg instrukcji na opakowaniu (1 część ryżu na 1,25 części wody, 10 min w szerokim rondlu, następnie przykryte odstawiamy na pół godziny.)
W małym naczyniu podgrzewamy ocet z cukrem, solą i wlewamy do ugotowanego ryżu. Mieszamy i odstawiamy do zupełnego przestudzenia.
Płatki nori układamy wypukłą stroną do góry, układamy cienką warstwę ryżu (to odmiana bardzo klejąca, warto moczyć ręce wodą) zostawiając 1 cm. margines, wzdłuż układamy wąskie paski ryby, ogórka i marchwi. Zwijamy ciasno (japończycy używaja maty bambusowej, ja nie i też mi całkiem sprawnie idzie) i ostrym nożem (najlepiej bez ząbków) kroimy na plastry. Serwujemy (maksymalnie 3 godziny od przygotowania) z pastą wasabi, marynowanym imbirem i sosem sojowym. Fajna i szybka przekąska, ale jeśli nigdy nie jadłeś sushi, nie spodziewaj sie niewiadomoczego:) Ja pamiętam mój pierwszy raz... Oczekiwałam wyraźnego, zaskakującego smaku a to bardzo delikatny ryż z dodatkami.

niedziela, 13 marca 2011

Kurczak (podobno) po hiszpańsku




Lubię drób i chętnie eksperymentuję w tym temacie, dlatego gdy zobaczyłam ten przepis w GP 
od razu zaświeciła mi się lampka:-)
Bardzo fajne danie, zupełnie nowy smak i co ważne dla zapracowanej matki-poli, można przygotować dzień wcześniej.


Potrzebujemy:


1 kurczaka (w przepisie oryginalnym były 4 uda)
2 cebule,
2 czerwone papryki pocięte w paski, 
2 ząbki czosnku, 
1 puszka pomidorów bez skóry,
50 g oliwek czarnych, 
1 lyżeczka pieprzu cayenne,
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego,
1 łyżka suszonych ziół (ja dałam prowansalskie),
1 cała pomarańcza pokrojona na ósemki,
sól, pieprz 


Kurczaka należy podzielić na porcje, posolić, popieprzyć i odstawić do przegryzienia
 (godzina, dwie a najlepiej cała noc) Następnie obsmażyć na oliwie z oliwek na złoty kolor
 i wstawić do nagrzanego piekarnika (180st) na czas przygotowywania sosu. Cebulę, czosnek i paprykę 
smażyć na patelni po kurczaku ok 5min. Dodać pomidory, oliwki, koncentrat, przyprawy i gotować 
kolejne 2 minuty. Sosem polać kurczaka, obłożyć cząstkami pomarańczy i dusić do miękkości. 
Mi najlepiej smakuje z ciepłą bagietką, ale z ryżem też wchodzi aż miło!





środa, 2 marca 2011

Pączki

Tłusty czwartek już jutro.
Zapraszam wszystkich na domowe pączki.
Przepis z GP Wypróbowałam już wiele razy, pączki wychodzą GENIALNE!!!
3 szklanki mąki tortowej (ja zawsze dają zwykła,pszenną)
4 dkg drożdży 
ok. 1 szkl ciepłego mleka
6 – 8 żółtek [zależy od wielkości jajek]
10 dkg masła stopionego i sklarowanego 
1/2 szklanki cukru pudru
2- 3 łyżki spirytusu (w Norwegii jest nielegalny, więc daję ocet)
ciut ekstraktu z wanilii lub skórka otarta z cytryny. 
Drożdże zasypuję łyżką cukru i odstawiam na 15 min. W tym czasie ucieram żółtka z resztą cukru-pudru i klaruję masło (tzn. roztapiam je i zbieram pianę, która pojawi się na wierzchu, dzięki temu temperatura spalania masła znacznie wzrasta) Do drożdży dodaję ciepłe mleko, żółtka z cukrem, mąkę, ocet i ekstrakt i ciepłe masło. Mikser męczy ciasto jakieś 10 min. Po wyrobieniu ciasto odstawiam pod przykryciem do wyrośnięcia. Gdy podwoi swoją objętość delikatnie rozwałkowuję  na grubość ok. 2 cm. a następnie wykrawam szklanką. Pączki układam na ściereczce posypanej mąką i przykrywam drugą ściereczką do ostatecznego wyrośnięcia. W rondelku rozgrzewam litr oleju i smażę pączki na złoty kolor. Jeszcze gorące nadziewam dżemem malinowym za pomocą długiej końcówki szprycy do dekorowania tortów (niestety konfitury różanej nie widziałam w Norwegii a w moim ogrodzie rośnie tylko 5 róż, musiałabym zbierać płatki 100 lat na ilość pączków, która nas choć trochę zadowoli) Następnie smaruję lukrem:
do szklanki cukru-pudru dodaję sok i skórkę z cytryny. Mieszam i smaruję ciepłe pączki. Najlepsze są pierwszego dnia. Nie wiem jakie są nastepnego, bo nigdy mi nie zostało ani pół:-&

środa, 23 lutego 2011

Nalewka imbirowa "Krokodyle łzy"

"Opublikowano wynik 30-letnich badań naukowych, z których wynika, że niewielkie dawki alkoholu pite codziennie mogą pomóc zapobiegać i leczyć choroby serca – informuje bbc.co.uk. Kanadyjscy naukowcy z uniwersytetu w Calgary wykazali nawet 25-procentową redukcję chorób serca u osób pijących umiarkowane ilości alkoholu w porównaniu z osobami, które nigdy nie piły."

Ameryki nie odkryli, alkohol pity z umiarem jest dobry na wszystkie dolegliwości. A już nalewka imbirowa... Nie znam nic lepszego!!! Mam jedną butelkę w barku, bo pyszne i jedną w apteczce, bo pomaga na: przeziębienie, grypę, ból gardła, migrenę, wkurwa klasycznego i wszystko inne. Ma jedną tylko wadę, trzeba na ną czekać minimum 2 miesiące, a jak już dojrzeje, znika za szybko. Ale powiadam Wam, warto. Po stokroć warto. Tak po krótkim namyśle, to mój nr 1 wśród alkoholi:)
Składniki:
- 10 dkg świeżego imbiru
- 2 limonki
- 10 dkg cukru 
- 3 łyżki miodu
- 750ml. wódki 45%
Limonki wyszorować w gorącej wodzie, pokroić w ćwiartki razem ze skórką, wrzucić do dużego słoja lub butelki. Dodać imbir pokrojony w plasterki, miód i cukier. Zalać wódką. Odstawić w ciemne miejsce,  wstrząsnąć co kilka dni, jeżeli nam się przypomni. Po 2 miesiącach przecedzić np. przez filtr do kawy. Podobno jest jeszcze lepsza, jak od tego momentu postoi jeszcze ze 3 miesiące, a nawet rok. Niestety moja nigdy nie wytrzymała ani miesiąca. Może kiedyś, jak zorganizuję wielki przemyt wódki lub ewentualnie rozkręcę produkcję samogonu... nastawię imbirówkę w beczce:-)
Napijmy się, na zdrowie!

poniedziałek, 14 lutego 2011

Crumble jabłkowe

Dziś Walentynki:-)
Kocham i jestem kochana, czemu więc nie świętować. Wszak każda okazja jest dobra. Ponieważ mój mąż zamówił mi w prezencie piękne minigarnuszki Le creuset zaplanowałam na deser jabłkowe crumble. Poczta jednak dała dupy i garnuszki nie dotarły na czas (hehe... o ironio, mój mąż rozwozi paczki na poczcie) Ale ja nie z tych, co się poddają, bo czyż prawdziwa miłość nie pachnie prażonymi migdałami?  Wygrzebałam stare ramekiny i zrobiłam. Proste a jakie dobre. Przepis stąd:
Składniki:
Kruszonka:
60g. zimnego masła
60g. cukru
szczypta soli
60g. mąki pszennej
60g. drobno mielonych migdałów
Ponadto:
0.5 kg jabłek
garść posiekanych rodzynek
szczypta cynamonu
1 czubata łyżka brązowego cukru
15 g masła
śmietanka 36% do deserów, lub creme fraiche (ja dałam kwaśną 18%)
Drewnianym tłuczkiem utarłam wszystkie składniki kruszonki (aż powstały bardzo drobne okruszki) i wstawiłam do lodówki. Obrane jabłka pokroiłam w grubą kostkę. Wrzuciłam wraz z rodzynkami na patelnię z rozgrzanym masłem, posypałam cukrem i cynamonem, smażyłam do momentu, aż jabłka były lekko przyrumienione. Rozgrzałam piekarnik do temp. 200st. C. (W przepisie zalecają smarowanie ramekinów masłem, ja uważam, że to zbędne) Nakładałam jabłka do foremek i posypywałam gruuubo kruszonką. Zapiekałam ok. 20 min.,  aż kruszonka nabrała złotego koloru. Dekorowałam kleksem śmietany i wsuwaliśmy parząc sobie usta. REWELACJA!
Niech żyje migdałowa miłość!

piątek, 4 lutego 2011

Pomidorowe crumble

Za oknem jakaś masakra. MASAKRA! Poziomy deszcz, wichura, gradobicie. Zasłoniłam rolety, wolę tego nie widzieć. I zrobiłam na kolację pomidorowy crumble ze słodziutkichm marokańskich pomidorków, czosnku i oliwy. Z fetą i parmezanową, chrupiącą posypką. Zapachniało Grecją i przypomniał mi się smak lata. Geniusz tkwi w prostocie. Przepis znalazłam tu i od razu wiedziałam, że to musi być pyszne. I wcale nie chciałam czekać do lata. Postanowiłam przywołać lato do mojej kuchni, choć na chwilkę. 
Piekarnik nagrzałam do 180st. Na oliwie z oliwek podsmażyłam krótko 3 ząbki czosnku pokrojone w plastry (następnym razem, bo na pewno będzie następny raz, dodam całą główkę, a co!) Wrzuciłam pół kg. pomidorków koktailowych i smażyłam ok minuty. Przełożyłam do naczynia żaroodpornego i posypałam pokruszoną fetą (miałam 1,5 kostki) oraz świeżym tymiankiem i bazylią (niestety ta mi padła i dodałam suszoną). Wymieszałam. Następnie miąższ czerstwego chleba pokruszyłam drobno i podpiekłam na oliwie. Wymieszałam z 40g parmezanu. Wyłozyłam na pomidorki (polecam solidną warstwę, kruszonka jest genialna i na pewno ją jeszcze gdzies wcisnę)  i zapiekałam 25 min. Idę po drugą dokładkę.
Ps. Anna-Maria pisze, że w oryginalnym przepisie był kozi ser i orzeszki piniowe... Ta wersja będzie następna!

niedziela, 23 stycznia 2011

Muffinki jak pączki?


Wklejam, bo wiem, że mają szerokie grono fanów. Ja jednak się rozczarowałam. Jak dla mnie nie są warte tych wałeczków, które z pewnością pojawią się po nich na biodrach. Zdecydowanie wolę pączki. Przepis znalazłam u Dorotuś
1 i 3/4 szkl. mąki
1,5 łyżeczki proszku
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej (wg mnie zupełnie nie pasuje taka ilość)
1/2 łyżeczki cynamonu
1/3 szkl. oleju
3/4 szkl. cukru
1 jajo
3/4 szkl. mleka

W dwóch miskach mieszamy osobno suche i mokre składniki. Następnie zawartość obu misek mieszamy szybko i niedbale (nigdy nie należy zbyt dokładnie miksowac ciasta na muffinki) Wlewamy do foremek (ja mam silikonowe, które bardzo polecam! łatwo się je myje, nie trzeba smarować, nic nie przywiera i muffinki idealnie wyskakują)
Pieczemy 20-25 min w temp 180st C

Jeszcze ciepłe moczymy w roztopionym maśle a następnie w cukrze z cynamonem
Od siebie naszprycowałam je jeszcze dżemem malinoowym, jak pączki.

Schab w sosie śliwkowo-imbirowym

Miałam dziś ochotę na karkówkę ze śliwkami ale, po pierwsze, znalazłam w lodówce tylko schab, po drugie... powideł miałam bardzo mało i tylko 2 cebule (w dodatku czerwone) Poszperałam więc w necie i wykombinowałam całkiem dobre danie.
Plastry schabu z kością posoliłam, popieprzyłam, panierowałam w mące i usmażyłam na złoty kolor. Przełożyłam do rondla, każdy posmarowałam powidłami śliwkowymi. W innym rondelku rozgrzałam łyżkę oliwy, dodałam 2 goździki, szczyptę cynamonu i mały kawałek imbiru. Gdy zaczęło intensywnie pachnieć wrzuciłam pokrojoną w piórka cebulę i smażyłam chwilę. Nałożyłam po łyżce na mięso i podlałam czerwonym, wytrawnym winem. Sypnęłam garść rodzynek i przykryłam. Po kilkunastu minutach duszenia podlałam wodą. Gdy schab był już miękki, wyjęłam go z rondla a sos zmiksowałam (głównie po to, żeby mój niejadek nie dopatrzył się cebuli heh)
Jedliśmy z ryżem i brokułami.

czwartek, 20 stycznia 2011

Mielona wołowina pod purre

Przepis znalazłam na GP, podobno podał go Andrzej Polan w TVN. Fajny, niezbyt pracochłonny pomysł na obiad (można przygotować wcześniej i zapiec tuż przed podaniem)
Składniki:
Wołowina mielona 600 g
Marchew 2szt (następnym razem pominę lub bardziej rozdrobnię, bo mi przeszkadzała)
Cebula 2szt
Czosnek 3 ząbki
Pomidory 200g (dałam z puszki)
Ziemniaki gotowane 1 kg
Pietruszka korzeń 300 g  (dałam seler, bo w Norwegii ciężko o pietruszkę)
Masło 100 g
Chrzan 2 łyżki (dałam cały słoiczek, bo miałam bardzo łagodny)
Sól, pieprz,
Tymianek, liście laurowe

Przygotowanie:
Marchew kroimy w grubą kostkę, cebulę podobnie, ząbki czosnku i przesmażamy na
oleju. Dodajemy wołowinę mieloną, tymianek, liście laurowe. Dusimy pod
przykryciem, pod koniec dodając pomidory. Ugotowane ziemniaki przeciskamy na
puree, dodajemy rozgniecione pietruszki, masło i chrzan. Doprawiamy solą,
pieprzem. Masę mięsną rozkładamy w naczyniu żaroodpornym, przykrywamy warstwą
puree i zapiekamy na złoty kolor.

wtorek, 18 stycznia 2011

Cytrynowe risotto z zielonym groszkiem

Bardzo długo zabierałam się za risotto. Zastanawiałam się co ludzie widzą w paciaji ryżowej hehe... Gdy zachwyty docierały do mnie z różnych, zaufanych źródeł postanowiłam spróbować i zrozumiałam, że to danie może z czasem uzależniać... Robiłam już z grzybami, szparagami i cytrynowe. I za każdym razem zjadam większą porcję. Dziś padło znów na cytrynowe z tym, że wzbogaciłam je o garść zielonego groszku i, jak u Nigelli - śmietankę.
Na dużej patelni rozgrzałam 2 łyżki oliwy i łyżkę masła. Dodałam:
2 drobno pokrojone szalotki
1 posiekany ząbek czosnku
Po chwili wsypałam szklankę ryżu arborio (to odmiana odpowiednia właśnie do risotto)
Zwiększyłam ogień i mieszałam cały czas, aż ryż zaczął robić się przezroczysty. Wtedy to wlałam pół szklanki białego, wytrawnego wina i poczekałam, aż odparuje. Zmniejszyłam ogień i cały czas mieszając dodawałam po chochelce gorącego bulionu warzywnego. Każda następna lądowała w patelni dopiero, gdy poprzednia została zupełnie wchłonięta przez ryż i tak do momentu, aż ryż był miękki ale nie rozgotowany. Trzeba często próbować i samemu wyczuć moment ale trwa to ok 15min. 15 minut ciągłego mieszania i dopieszczania. Nie ma mowy o zostawieniu patelni bez nadzoru... risotto wymaga 100% naszej uwagi. Pod koniec duszenia dodałam garść zielonego groszku (miałam mrożony, więc zblanszowłam go pierw we wrzątku) otartę skórkę i sok z połowy cytryny. Zestawiłam patelnię, dodałam 40g tartego parmezanu, łyżkę dobrego masła i chlust słodkiej kremówki. Wymieszałam i natychmiast serwowałam (tym razem obok krewetek z grilla) w myśl zasady, że to ludzie czekają na risotto a nie risotto na ludzi. Odgrzewane to profanacja.

Sałatka śledziowa

To sałatka, którą na wszelkie uroczystości robiła moja teściowa. Zanim spróbowałam jej po raz pierwszy, mój mąż (wtedy jeszcze nie-mąż) opowiadał mi o niej z tęsknotą w głosie. Najlepiej smakowała z podłużnego półmiska udekorowana prze teściową charakterystyczną "żabą" Teściowej niestaty zabrakło, ale przepis zdążyła mi przekazać, więc i u nas gości ona często na świątecznym stole. To sałatka warstowowa, nie mieszamy jej ale konieczne jest odstawienie na min kilka godzin do przegryzienia.

W misce lub na półmisku okładamy kolejno:

- drobno krojoną cebulkę posoloną i pokropioną olejem
- solone śledzie wymoczone i pokrojone w kostkę
- dorobno krojone ogórki kiszone (osączone na sitku po pokrojeniu, aby pozbyć się nadmiaru soku)
- ziemniaki gotowane w mundurkach i starte na tarce jarzynowej
Tą warstę solimy, pieprzymy i smarujemy cienko majonezem
Kolejna warstwa to buraki (również ugotowane w mundurkach, obrane i starte na tarce)
- groszek konserwowy
- marchew gotowana pokrojona w kostkę
- znów ziemniaki, sól, pieprz i majonez
- całość posypujemy tartymi na tarce białkami gotowanych na twardo jaj
- żółtka rozdrabniamy i posypujemy tylko na środku sałatki, przez co całość z góry ma wyglądać, jak przekrojone jajo:)

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Sałatka jarzynowa



Są takie przepisy, w których nie chcę niczego zmieniać choćby niewiadomo co. Wiem, że niektórzy dodają  do sałatki jarzynowej kukurydzę, śmietanę, por czy korniszony ale moja jest zawsze, ale to zawsze taka sama. Taka sama, jak Babci i Cioci Krysi. I taka jest najlepsza od lat. Nie robię jej często, ale na święta to obowiązkowy numer.

- 4 ziemniaki gotowane w mundurkach
- 4 marchewki gotowane
- 1 spory korzeń pietruszki ugotowany
-  ćwiartka korzenia selera również gotowana
- 4 spore ogórki kiszone
- 4 jaja ugotowane na twardo
- 1 duże, soczyste jabłko
- 1 mała cebulka
- 1 puszka groszku
sól, pieprz, majonez i pikantna musztarda do smaku


Wszystkie składniki kroimy w drobną kostkę, mieszamy i odstawiamy do przegryzienie (chociaż ja lubię najbardziej wyjadać od razu, prosto z michy, drewnianą łyżką:-)

niedziela, 16 stycznia 2011

Pinnekjøtt

Uwielbiam święta Bożego Narodzenia. Kiedyś spędzałam je w domu ukochanej Babci, gdzie każda potrawa miała doskonały smak a podłoga lśniła od pasty. Wszystkie ozdoby na choince miały swoje stałe miejsce, przez co choina była identyczna co roku a mimo to Babcia, gdy tylko ją ubrała dzwoniła po mnie a gdy przyszłam, prowadziła mnie dumnie przez korytarz i pokazywała swoje wyjątkowe drzewko.Pamiętam kilka miesięcy po tym, gdy moja Babcia odeszła, weszłam do jej pokoju przed świętami i zobaczyłam choinkę. I było mi tak strasznie smutno, że to nie ona mi ją pokazała. Wtuliłam się w jej poduszkę i długo płakałam. 
W tym roku, już po raz kolejny spędziliśmy wigilię w Norwegii. Co roku staram się bardzo, żeby była choć ociupinkę podobna do tej babcinej. I lubię te nasze święta na obczyźnie. Atmosfera jest tu bardzo podniosła przez cały adwent, mam ważenie, że wszyscy się wyciszają, uśmiechają znacząco na samą myśl o świętach. Wybierają prezenty dla najbliższych (i dalszych też... tradycja obdarowywania jest tu mocno kultywowana, każdy każdemu, 24 dni grudnia to kolejne odsłony kalendarza adwentowego z małymi podarkami) Dekorują domy, ubierają drzewka, zapalają kolejne świece w niedziele adwentowe i oczekują narodzin dzieciątka Jezus. Otwarcie rozmawiają o sprawach duchowych i o religii. Nie tacy to poganie, jak mogłoby sie wydawać... Pewnie nie wszyscy, ale większość tych, których ja spotykam ma wielkie, otwarte serca. Jestem szczęśliwa, że to akurat tu rzucił nas los i nie wyobrażam sobie, że kiedyś gdzieś się przeniosę.
 Tak jak na Wielkanoc pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa i co roku pichcę coś nowego, tak w Boże Narodzenie tradycja zwycięża. No może tylko z karpiem mam problem, więc jemy łososia;) Ale obowiązkowo jest barszcz z uszkami, ryba po grecku,sałatka jarzynowa, pierogi, śledzie w kilku odsłonach i kompot z suszu. sernik, makowiec. Robię też sałatkę śledziową, bez której świąt nie wyobraża sobie mój mąż, to był obowiązkowy punkt wszelkich uroczystości w domu mojej teściowej. Nie mam zamiaru wprowadzać mięsa w wigilię. Nigdy.
 Ale zarówno przed, jak i po świętach chętnie sięgam po norweski przysmak, suszone w soli, baranie żebra. To właśnie tym zajadają się norwegowie całe święta i nie znam norwega, który nie kocha tego dania. I wcale się nie dziwię, choć długo podchodziłam do tego baardzo sceptycznie. Nienawidziłam zapachu unoszącego się w powietrzu cały adwent ani widoku wiszących żeber w każdym sklepie. Pierwszy raz mnie aż tak nie zachwycił... no, może trochę zaintrygował. Po jakimś czasie znajomy zapach już nie budził odrazy, miałam ochotę spróbować znowu. To dziwne, ale każdy kolejny raz smakuje coraz lepiej. Danie praktycznie robi się samo. W sklepie na życzenie kroją je w wąskie paski. W domu moczymy je w wodzie min. 12 a często nawet 30h (na wierzchu są aż białe od soli) Następnie w dużym garnku układamy w "pagodę" brzozowe patyczki (dostępne tu w każdym sklepie w okresie okołoświątecznym) Wlewamy trochę wody, układamy żebra i gotujemy pod przykryciem ok 3h. Podajemy z pure z brukwi i ziemniakami z wody. Do tego kieliszeczek aquavitu i uczta gotowa:)

czwartek, 13 stycznia 2011

New York cheesecake

To była miłość od pierwszego... kęsa. Ciężki, waniliowy. Kwintesencja sernika!
Kiedy Emilka przyniosła mi to cudo (wielkie dzięki Kochana!) od razu wiedziałam, że mój stary przepis na poczciwy ale jakże zwykły sernik popadnie w niełaskę. Przepis łatwy, tylko czekać trzeba długo. Za długo!
Tortownicę wykładamy folią lub papierem do pieczenia.
200g waniliowych herbatników miksujemy dokładnie z 50g cukru (ja pominęłam) i 114g roztopionego, ostudzonego masła. (Emilia przeliczała jednostki z amerykańskich na nasze, stąd ilości moga być podejrzanie niezaokrąglone) Otrzymaną kruszonką wykładamy spód i boki i wstawiamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej. 
Na masę serową miksujemy:
1kg. serka philadelphia w temp. pokojowej (jadłam też wersję z polskim twarogiem mielonym i obie kupuję bez zastrzeżeń)
200g. cukru
3 łyżki mąki
5 dużych jaj (po kolei, robiąc po każdym odstęp, aby dokładnie się wmieszały)
80ml śmietanki kremówki lekko ubitej
1 łyżkę skórki z cytryny
1 łyżeczkę ekstraktu waniliowego

Wylewamy masę na spód ciasteczkowy i wstawiamy na 15 minut do piekarnika nagrzaneg do temp 177 C. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 120 i pieczemy 1,5h. Pod koniec pieczenia w małej misce mieszamy:
240g gęstej, tłustej śmietany
2 łyżki cukru (dałam domowy, waniliowy i chlup ekstraktu waniliowego)
Wykładamy na gorący sernik i pieczemy jeszcze 15 min. 
Po wystudzeniu wkładamy do lodówki.
mrrrrrrr... Jestem uzależniona!